Wokół rozpościerały się złociste pola i łąki, przeplatane malowniczym kwieciem, którego słodka woń unosiła się nad małym skupiskiem drewnianych chatynek.
W jednym z tych domostw, które mieściło się nieopodal wzniesienia i łąki, mieszkała rodzina słynnego na całą wieś rycerza Feroxa.
Ferox jest rycerzem króla Rotmulda I, który jest władcą państwa Rovanemi i okolicznych wsi.
Ów król jest mądrym i prawym władcą.
Jego dar przekonywania pozwala mu szybko i latwo nawiązać traktaty sojusznicze, które zwiększają potęgę i gospodarkę państwa.
U poddanych cieszy sie chlubą i chwałą, gdyż stworzył wiele ośrodków, które dawniej mogły być tylko dla rodzin bardziej zamożnych.
Zaś Ferox jest człowiekiem równie szlachetnym co król, ale i też bardzo pobożnym.
Bóg, ojczyzna i rodzina są dla niego najcenniejszym i najważniejszym aspektem w życiu.
Ferox to młody mężczyzna, ma także młodą żonę, Flos.
Oboje posiadają dwójkę ślicznych dzieci, szesnastoletniego syna Adama i ośmioletnią córkę Miriam.
Adam z wyglądu jest podobny do ojca, owalna o delikatnych rysach twarz, kruczoczarne gęste i lekko zmierzwione włosy opadające na czoło zaczesane na bok, krzaczaste brwi, duże brązowe oczy, zgrabny prosty nos i pełne usta, koloru blado różowego.
Chłopak nie był wysoki jak na swój wiek, a w dodatku szczupły, za to bardzo silny,szybki i zwinny.
Jego młodsza siostra urodą przypominała ich matkę.
Dziewczynka jest drobniutką istotką o okrągłej twarzyczce, dużymi błyszczącymi morskim błękitem oczyma, jasnymi jak zbożowy kłos jedwabistymi włoskami sięgającymi do ramion.
Miriam była dla brata i rodziców oczkiem w głowie. Adam bardzo ją kochał i czasami bywał zbyt nadopiekuńczy.
Piękny słoneczny dzień, Adam ćwiczył swe umiejętności strzeleckie na własnoręcznie wykonanej strzelnicy, a Miriam z matką przygotowywały obiad.
Ferox był na wojnie, on i jego wojsko walczyło z siłami króla Argusa, władcy państwa Terravell.
Argus był okrutnym człowiekiem, a raczej dyktatorem.
Gdy zdobywał nowe ziemie wybijał tam wszystkie dzieci i tych, którzy nie chcieli poddać się jego rządom.
W zamiarach Argusa jest podbić wszystkie państwa, które nie chciały dobrowolnie się jemu oddać lub te, które nie zamierzały podpisać z nim przymierza.
Do takiego państwa należała właśnie Rovanemi.
Król Rotmuld I wysłał więc pięć swych stu tysiecznych oddziałów, w tym wojsko Feroxa, do Kahtenii, by zniweczyć plan Argusa o pobiciu Rovanemi.
Ferox nie wracał do rodzinnej wsi już od roku, jednak to dla pozostawionej rodziny nie było niczym dziwnym, bywało że ów rycerz nie powracał przez dwa lata.
Gdy Adam oddawał czwarty strzał, spostrzegł nadjeżdżającą grupkę żołnierzy z wojska ojca.
Przez chwilę myślał, że wśród nich jest również on, lecz widok prowadzonego przez jednego z żołnierzy bułanego konia, którego dosiadał Ferox, wzbudził w chłopaku nie pokój.
Mała Miriam i jej matka, które też zobaczyły wojsko Feroxa, wybiegły z domu by go przywitać.
-Tatuś!- krzyknęło radośnie dziecko, rzucając się w stronę nadchodzących żołnierzy, jednak Adam pochwycił siostrę za rękę i uspokoił.
Żołnierze zatrzymali konie, zsiedli z nich i ukłonili się rodzinie, jeden z nich ubrany był w srebną zbroję, a na czerwonym płótnie, które ją zrobiło był wyszyty baranek z głową lwa, na prawym ramieniu miał przepasaną skórzaną torbę.
Ów żołnierz wystąpił z szeregu i powiedział cicho.
-Jestem Ananiasz, giermek i przyjaciel Feroxa. Przybyłem tu, by oznajmić wam przykrą wieść...Ferox...nieżyje.
Cała rodzinna trójka nie mogła przyjąć tak okropnych słów do swej świadomości.
-Jak to...nieżyje?- wyszlochała Flos.
-Co prawda zwyciężył walkę z Argusem, lecz w jej wyniku odniósł wiele ciężkich ran, których wyleczyć już się niedało rady...Zmarł następnego dnia.
-Tata, on...to nieprawda!- załkała ośmiolatka.
Giermek spojrzał z troską na dziewczynkę.
-Ferox prosił mnie, bym przekazał wam kilka jego rzeczy, na wypadek śmierci.- dodał po chwili milczenia.
Ananiasz podszedł do bułanego konia i dał go szesnastolatkowi mówiąc.
-Ten koń i ten miecz- z pochwy przymocowanej do siodła swego konia wyjął miecz Feroxa i ostrożnie wręczył go młodzieńcowi- należały do twojego ojca, a teraz należą do ciebie...Wiedz, iż twój ojciec chciał byś poszedł w jego ślady, więc dał ci konia, który jest szybszy od dorodnego jelenia, a wytrzymały jak wilk, podarował tobie również swój miecz, którym zadawał piękne ciosy.- to mówiąc, Ananiasz ukłonił się.
-Tobie, drogie dziewczę ojciec oddaje różaniec, do którego często się modlił i który go prowadził aż do końca.- Ananiasz wyjął ze skórzanej torby różaniec s białymi koraliczkami i ze srebnym krzyżykiem i podarował go ośmiolatce.
-Pani, twój mąż przekazuje tobie ten medalion, który kiedyś ofiarowałaś mu, gdy wyruszał na drugą w swym życiu.- żołnierz ponownie sięgnął ręką do torby i wyciągnął z niej złoty medalik na złotym łańcuszku.
Flos zacisnęła medalion w swej dłoni i przystawiła do piersi.
-Drodzy mężowie, już mnie więcej nie dręczcie, proszę abyście odjechali- powiedziała chłodno Flos.
Ananiasz ukłonił się i bez słowa wykonał próśbę.
Matka dwójki osieroconych przez ojca dzieci ze łzami w oczach patrzyła na odjeżdżających żołnierzy.
Mała Miriam wpadła do domu z płaczem, a Adam usiadł na trawie i patrzył na złocisto-czerwoną rekojeść miecza, który trzymał w swych drżących dłoniach.
-Pomszczę mego ojca!- wyszeptał po chwili głuchego milczenia.
Flos powoli odwróciła do syna wzrok.
-Co ty dziecko mówisz?- szepnęła z nutą złości w głosie.
-Zabiję tego Argusa...jego i jego rodzinę!- wrzasnął Adam patrząc na miecz.
-Synu, ty jesteś jeszcze dzieckiem, jesteś jeszcze taki młody!- łkała kobieta.
-To już nie jest ważne! Wojna, matko nie wybiera! Ojciec chciał bym był rycerzem i walczył tak jak on!- oświadczył chłopak.
Flos złapała syna za ramię i syknęła.
-Ty głupi młokosie! Chcesz zadać swej matce i siostrze dodatkowy ból?
Nie na takiego młodzieńca cię s ojcem wychowywaliśmy. Nie na samoluba i człowieka rządnego odwetu! Twój ojciec taki nie był!- po tych słowach kobieta weszła do domu.
Rozzłoszczony szesnastolatek poszedł napoić konia.
Młoda sarna pasła się spokojnie koło jagodziniaka.
Nagle uniosła wysoko swą zgrabną głowę i patrzyła długo w zarośla będące jakieś trzy metry od niej. Wtedy to z owych krzaków wystrzeliła długa strzała.
Zwierzę uskoczyło w bok, lecz grot śmiercionośnego narzędzia zdołał wbić się w udo ofiary.
Sarna wydała z siebie kwik i rzuciła się do ucieczki.
Zza zarośli wyskoczył Adam, ubrany w niedźwiedzią skórę, zaś w lewej ręce trzymał łuk, a na prawym ramieniu kołczan ze strzałami.
Chłopak ruszył w pogoń za zdobyczą, jednak ów pościg wstrzymał słyszalny tętent końskich kopyt i bojowe okrzyki mężczyzn.
Szesnastolatek spostrzegł armię pędzącą w stronę jego rodzinnej wisi.
Przerażony nastolatek szybko wrócił do pozostawionego na skraju lasu rumaka i pogalopował do wioski.
-Uciekajcie! Uciekajcie! Wróg nadciąga! Ratujcie się!- krzyczał będąc już na miejscu.
Ludzie słysząc jego słowa zatrwożyli się, po czym w popłochu wbiegali i wbiegali ze swych domostw, zabierając ze sobą rodziny i to, co najcenniejsze i kierowali się w stronę pobliskich pól i łąk.
Adam w tym czasie ratował swoją rodzinę, jednak czasu na ucieczkę było co raz mniej.
Wojsko Argusa zbliżało się nieubłaganie do pierwszych domów.
Flos widząc co się dzieje krzyknęła do syna, który zabierał z domu koce i miski.
-Dziecko, zostaw to! Bierz tylko koc, miecz, łuk i strzały. Wsadź siostrę na konia i uciekaj w stronę pól, aż za wzniesienie!
-Matko, a ty?- zdumiał się młodzieniec.
-O mnie się nie martw! No, już ! Prędko, prędko!- ponaglała syna Flos.
Chłopak złapał konia, wsadził na niego zapłakaną i przerażoną Miriam.
-Mamo, nie, ja chcę być z tobą!- krzyczała histerycznie dziewczynka.
-Córeczko, spokojnie, musisz uciekać, jest teraz niebezpiecznie.- mówiła Flos spokojnym tonem, gładząc córkę po mokrej od łez buzi.
Adam uzbrojony w łuk, kołczan ze strzałami i miecz dosiadł konia.
Przykrył kocem siedzącą przed nim siostrę i obydwoje pognali w stronę pól.
-Szybciej!- usłyszeli za sobą wrzask matki, a po nich słowa mężczyzny.
-Zamknij się suko! Tarrent, Blant, za nimi!
Adam obejrzał się za siebie i zobaczył ścigających ich żołnierzy.
Nastolatek zaczął poganiać konia.
-Diffipur, szybciej, szybciej!- szeptał.
Koń jakby usłuchał jego prośby, gdyż przyspieszył.
Adam jeszcze raz zerknął do tyłu i zobaczył jeszcze gorszy obraz. Jeden z ścigających żołnierzy wyciągnął ze swego kołczanu strzałę i trzymając w drugiej ręce łuk, celował do uciekającego rodzeństwa.
Adam chciał zniknąć im z oczu kierujac konia w gąszcz leśnych drzew i krzewów.
Jednak ów żołnierz zdążył trafić strzałą chłopakowi w ramię.
Szesnastolatek krzyknął z bólu i puścił wodze spadając z konia.
-Adaś!- wrzasnęła wystraszona Miriam, łapiąc małymi rękoma latające na wszystkie strony wodze.
-Mamy go!- krzyknął żołnierz.
-Myślał, że nam ucieknie!- śmiał się drugi.
Adam wyrwał sobie strzałę i wyjął miecz z pochwy przepasanej przez lewe ramię.
Małej Miriam udało się zatrzymać rumaka, obydwoje stali za Adamem.
Żołnierze podjechali bliżej, śmiejąc się i kpiąc z odważnego chłopaka.
-Odsuńcie się!- wrzasnął, grożąc mieczem.
Oni, tylko głośno zarechotali.
-Ty? Ty, nędzny młodkosie chcesz nas pokonać?- szydził żołnierz, który postrzelił nastolatka strzałą.
Chłopak bez dłuższego namysłu rzucił się w stronę swojego oprawcy, który zszedł z konia.
Ów oprawca również wyciągnął miecz i uśmiechnął się szelmowsko.
-Będziesz walczył? No to dzielny jesteś, ale to będzie na marne.
-Walcz, tchórzu!- warknął Adam.
I zaczął się pojedynek.
Z początku to żołnierz miał dużą przewagę, lecz po niedługim czasie zwyciężał Adam.
-Blant, bierz dziewczynkę, nie ma co się dłużej cackać!- krzyknął do swojego towarzysza Tarrent.
-Miriam, uciekaj! Uderz konia w słabiznę!- wrzasnął do siostry brat.
Dziewczynka widząc zbliżającego się do niej żołnierza, uczyniła tak jak mówił jej Adam, lecz koń nie ruszył.
W desperacji, Miriam zaczęła mocniej kopać konia w słabiznę, ale zwierzę ani drgnęło.
-No proszę maleńka, coś masz leniwego konia. Ruszyć ni cholery nie chce!- odezwał się Blant do Miriam.
Wtedy stała się rzecz bardzo dziwna, koń, którego dosiadał Blant zaczął brykać i szarpać się, zaś koń Miriam i Adama ruszył na pomoc swemu panu.
Wkroczył po miedzy walczących i tylnymi kończynami zadał Tarrentowi mocny cios w brzuch.
Wojaka odrzuciło do tyłu, po mocnym kopniaku i uderzeniu o ziemię zwijał się z bólu z trudem łapiąc powietrze.
Adam szybko dosiadł swego wierzchowca i poklepał go po szyji.
Rodzeństwo było zaskoczone taką nie zwierzęcą reakcją obydwu koni.
Wykorzystując nie uwagę żołnierzy, dzieci uciekły w stronę lasu.
Zachodził zmierzch, robiło się zimno, Adam, Miriam i koń byli już zmęczeni, zatrzymali się koło groty.
Miriam odrazu zasnęła, zaś Adam stał na straży.
Mijały tygodnie, rodzeństwo wciąż mieszkało w leśnej grocie, jedzenia było co raz mniej, gdyż Adamowi skończyły się strzały, które były jedynym środkiem do skutecznego polowania.
Miriam bardzo wychudła i nie przypomniała dawnej roześmianej i ślicznej dziewczynki, była brudna i zaniedbana.
Pewnego dnia doszło miedzy rodzeństwem do kłótni.
Z braku jedzenia, Adam zdecydował się na zabicie Diffipura, konia na którym jeździł Ferox.
-Adaś, nie rób tego!- łkała dziewczynka.
-Miriam, zrozum umrzemy z głodu jeśli...jeśli go nie za-bi-ję! - Adam wyszlochał ostatnie zdanie.
-Jesteś podły! Nie chcę cię znać! Zostaw mnie!- krzyknęła na brata ośmiolatka wypychając z groty.
Brat bez sprzeciwu opuścił kryjówkę, wziął konia zdala od groty i patrząc w jego oczy westchnął ciężko.
-Wybacz mi to co za chwilę uczynię, mój dzielny druchu...wiedz że normalnie nigdy bym do tego nie dopuścił...- wyszeptał, a z jego oczu cisnęły się łzy.
Pogładził konia po nozdrzach, po czym zakrył jemu oczy starą chustą i uwiązał do pnia świerku, wyjął z pochwy miecz i zadał dwa ciosy w tętnicę szyjną.
Koń szarpał się jeszcze z bólu, Adam ponownie zadał zwierzęciu ciosy mieczem, po których było już martwe.
Mięso, które było zdatne do jedzenia przez ludzi Adam zabrał ze sobą, a resztę ciała konia zrzucił z urwiska, które było nie opodal groty.
Wróciwszy do kryjówki rozpalił ognisko i zaczął przyrządzać mięso, Miriam zaś wciąż płakała i nieodzywała się do brata, to trwało pięć dni.
Pewnego słonecznego dnia dzieci poszły na polowanie, miały przy sobie jedynie jeden miecz, zaostrzony kij i ostre kamienie, którymi obrzucali by zwierzynę.
Kiedy znaleźli się na wrzosowisku dalszą drogę zagrodziło rodzeństwu czterech mężczyzn.
Z początku wydawali się niegroźni, jednak gdy dzieci próbowały skręcić w przeciwną stronę, jeden z nich złapał Miriam za rękę i przystawił jej sztylet do szyji.
-Adasiu!- zawołała dziewczynka.
Chłopak szybko wyciągnął miecz i tym próbował odstraszyć napastników.
Jednak na nich nie robiło to większego wrażenia.
-Dawaj to, co masz w tej torbie, a nic tej małej nie zrobię!- rozkazał jeden chrapliwym tonem.
-Najpierw ją puść!- odparł mu szesnastolatek.
Złoczyniec zaśmiał się.
-O nie kochanieńki! Najpierw ty, po tem ja.
Adam ruszył na przeciw bandziorowi, lecz ten lekko rozciął skórę na szyji Miriam.
-Cofnij się, bo ją zabiję!- ostrzegał łotr.
Adam był w sytuacji bez wyjścia, wiedział że w jego torbie nic nie było, jedynie tylko ostre kamienie, ale gdyby skłamał i powiedział że ma złoto i dał by złodziejom tak na prawdę torbę z kamieniami, oni po takim odkryciu zabili by jego i Miriam.
-Mam w tej torbie tylko kamienie.- powiedział nastolatek łamiącym się głosem.
-Kłamiesz!
-Nie! Mówię prawdę!
-Dawaj tę torbę i to już!
Adam pozwoli zdjął torbę i westchnął, wtedy wszyscy usłyszeli odgłos końskich kopyt i nagle do akcji wkroczyło trzech jeźdźców, ubranych w zakonne granatowe habity opasane złotym sznurkiem, a na głowach mieli długie i ostro zakończone kaptury.
Jeźdźcy natarli na zbójów i pozabijali ich.
Po tym, jeden jeździec zszedł z konia i podszedł do zaskoczonych dzieci.
Adam odrazu osłonił siostrę swym ciałem i trzymał przed sobą miecz.
-Ani kroku dalej!- krzyknął chłopak do zbliżającego się zakonnika.
Człowiek ów uśmiechnął się przyjaźnie i rzekł spokojnym tonem.
-Już dobrze dzieci, nic wam nie grozi. Nie jestem nikim złym, walczę przeciwko Argusowi, a raczej już jego synowi.
-Walczysz przeciwko temu mordercy mego ojca, rycerza Feroxa?- zdziwił się Adam, nie ukrywając uśmiechu.
-To kim pan jest?- spytała Miriam.
-Jestem wojownikem z królestwa Neridu, na imię mi Rabbi. A to są moi przyjaciele, Kron, Desis i Jen.- każdy z wymienianych przez Rabbiego wojowników zdejmował swój kaptur.
-Drogi wojowniku, jestem synem rycerza Feroxa, który walczył u boku króla Rotmulda I, a to moja siostra. Oboje uciekliśmy z rodzinnej wsi, którą napadło wojsko tego łajdaka, a nasi rodzice nieżyją...Chcę prosić cię, o przyjęcie nas do swego grona.- wyjąkał nie śmiało Adam.
Rabbi uśmiechnął się serdecznie i pogładził chłopaka po głowie, mówiąc:
-Drogie dzieci, przygarnę was jak swoje.
Historia ta dzieje się w czasach średniowiecza, szesnastoletni Adam i jego ośmioletnia siostra Miriam uciekają z rodzinnej wioski, którą zaatakowało wojsko Ignis - jest on potomkiem króla Argusa i panem krainy Terravell. W trakcie ucieczki dzieci poznają wojownika Rabbiego, który również chce przeciwstawić się władzy Ignis. Pod czas wyprawy na Terravell, bohaterowie przeżywają wiele przygód, a także odkrywają prawdziwą tożsamość Rabbiego.
sobota, 16 marca 2013
Rozdział I
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
WoW! Swietnie zaczęte opowiadanie!
OdpowiedzUsuńCiekawe co będzie dalej!
Pisz, bo warto! ;D
~Aneeeczka
Uwaga jest taka: za często powtarzasz imiona.
OdpowiedzUsuńOgólny opis jest na prawdę dobrze napisany. Widać, że umiesz pisać tak, aby rozbudzić wyobraźnie.
Masz potencjał :)
Jednakże fabuły nie mogę ocenić, gdyż nie ma na razie co.
Pisz dalej, jestem ciekawa jaka będzie historia :)
Zostawisz komentarz pod jakimś zdjęciem na moim blogu, kiedy będzie następna część? :)
Poza tym cieszę się, że zdecydowałeś się na średniowiecze. :D
Powodzenia, będę wpadać aby poczytać.
_________________________________________________
aleksji.blog.pl
Gdybyś chciał, mógłbyś przeczytać któreś z moich opowiadań i ocenić?
Z góry dzięki :)
Hej, dziękuję za podpowiedzi, pewnie, wpadnę na któreś z Twoich opowiadań i ocenię ;)
UsuńBędę informować o nowych wpisach :)
Ps. Tak na przyszłość, jestem dziewczyną ;)
Jak dla mnie trochę chaotycznie, ale to może tylko mi się tak wydaje :) Ogólnie zapowiada się ciekawie i to wciąga :) czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńWiesz, ja jeszcze kończę ten rosdział ;)
UsuńExtra! Podoba mi się twój blog.Czekam na kolejny rozdział!
OdpowiedzUsuńP.S. Dodaj obserwatorów żeby łatwiej można było śledzic twoją twórczośc.
Dzięki ;)
UsuńPs.: Spoko, dodam :)
Ohayou!
OdpowiedzUsuńMam taką uwagę - nie mieszaj czasów. Jak piszesz w teraźniejszym, to nie wplątuj nagle przeszłego (np. tu: "Jego młodsza siostra urodą przypominała ich matkę Flos.
Dziewczynka jest drobniutką istotką [...]"). Chociaż szczerze powiedziawszy, mi chyba bardziej pasuje czas przeszły. I jeszcze jedna rzecz - zwróć uwagę na powtórzenia. Często powtarzasz słowo "jest" (np. tu: "Ferox jest rycerzem króla Rotmulda I, który jest władcą państwa[...]. Ów król jest mądrym i prawym władcą".)
I raczej nie mieszaj zwykłego zdania z równoważnikiem zdania. Postaw jedną kropkę pomiędzy i będzie ok. A konkretnie chodzi mi o opis wyglądu: "Adam z wyglądu jest podobny do ojca, owalna o delikatnych rysach twarz, kruczoczarne gęste i lekko zmierzwione włosy opadające na czoło zaczesane na bok, krzaczaste brwi, duże brązowe oczy, zgrabny prosty nos i pełne usta, koloru blado różowego." Adam z wyglądu jest podobny do ojca - tu kropka, reszta jako nowe zdanie (a właściwie równoważnik). Albo przecinek i kontynuuj - ma owalną twarz o... Itd.
Ogólnie myślę, że nie jest źle :) Trochę błędów, no ale to się z czasem wyrabia.
I bardzo mi się podoba szablon!
Catharine Eddowes
Bardzo dziękuję za uwagę :)
UsuńZ tym powtarzaniem sie słowa "jest", mnie również razi jego powtarzanie się, ale nie wiem ja kim innym słowem, mam owo "jest" zastąpić, prosiła bym o jakąś podpowiedź ;)
Pozdrawiam!
Anarhii Angelus
Ciekawie piszesz :) Fakt jest trochę błędów, ale przez błędy się przecież uczy ;)
OdpowiedzUsuńPisz, od czasu do czasu będę wpadać i czytać tego bloga :)
Pozdrawiam
Mnie się podoba, jest wciągające :)
OdpowiedzUsuńMoże ty pisarką powinnaś zostać? :p
Rabbi?
OdpowiedzUsuńHeh, coś mi mówi te imię xd :)
Fajne opoko, jak to ktoś powiedział, trochę wciąga, no ale chyba o to chodzi, nie?
Cóż...dla mnie takie sobie ;/
OdpowiedzUsuńZobaczymy co bedzie dalej, bo to chyba dopiero początek :)
Hej, jestem z Apostoła i powiem szczerze, że fajnie to napisałaś, szkoda że tak krótko ;)
OdpowiedzUsuńNo, ale pisz dalej :)
Powiadom mnie o nowych wpisach :)